|
Link 26.08.2007 :: 10:07 Komentuj (2) Ahoj wróciłem po 4 tygodniach włóczenia.no coż, pieknie bylo:) ilość zdjęć i rzeczy które musze zrobić przytłacza mnie nieco. bede wrzucał powoli bośnie, potem pielgrzymke, potem czechy i rainbow. I will add photos, but not all at once. If someone wants some photos now(for example photos with him/her), please write to me kuba997@o2.pl I'm sorry that it is long time, but I have a lot of work. mimo wszystko jest(i był) to bardzo dobry czas. ![]() Bośnia 2007 powiedzmy. No dobra, wszystko sie przedłuża i wydłuża. Trzeba by coś napisać-zacznę od Bośni: Więc miało być tak(w pierwszym zarysie): Wszyscy trzej (ja, łoś i jacek) spotykamy sie o 1 w nocy w warszawie na centralnym, jedziemy pociagiem na granice słowacka, skad juz na dalej na rowerach itp. było tak: godzine przed pociagiem do warszawy wracajac do domu od babci z zupy urwałem przerzutke w rowerze (nie wiem jakim cudem zahaczyłem akurat nią w kawał betonu wystajacy z ziemi). W pustym domu czekały spakowane sakwy i wszystko gotowiutkie. byłem dwa kilometry od domu a na rowerze nie dało sie jechać(przerzutka wisząca na łancuchu co chwila wpadała w szprychy) wiec wziałem rower na plecy i pobiegłem (trzeba dodać że tego dnia dwa razy urwałem łancuch oraz wymieniłem w serwisie pół napędu) dobiegłem do domu i rekami całymi w smarze zacząłem szukac w necie numeru do znajomego mechanika rowerowego. zadzwoniłem (akurat pił wino z zoną, coś jak romantyczny wieczór:) dał sie namówić i umówilismy sie w jego serwisie na cyruliczej na starówce. Wybiegłem z domu z rowerem z dyndajaca przerzutka i sakwami ktore wazyły dużo.kot nienakarmiony, a dom jak po huraganie bo sie spieszyłem.Tuora (mechanik) przyjechał taksówką (jak i ja) wymienił przerzutke na dobrą, którą odkreciłem mamie od roweru. pogadalismy chwile i okazało sie ze jego dziadek znał Edwarda Hartwiga(nie musze przedstawiać, kto nie zna, niech poszuka w necie) a sam Tuora ma u siebie w serwisie mnostwo fotografii lublina które maja nawet po 90lat! Dostałem druga szajsowata przerzutke w reke (jakby co) i pojechałem ze starówki na dworzec pkp. myslałem ze mam jakies 30 min i jechałem sobie spokojnie, lecz na dworcu okazało sie ze miałem 20minut a pociag odjezdza za 5min. kolejka wielka, mi sie chce smiac, mysle sobie- co jeszcze. zagaduje do ludzi i mnie puszczaja, kupuje bilet, biegne z rowerem co wazy ok 80kg, gubie nieswiadomie 50zeta, dopadam do pociagu, ktory własnie rusza po gwizdku, biegne przy pociagu wpychajac do niego ciezki rower i czuje ze nie dam rady.. no i co? pojawia sie ktos z nikad, pomaga mi wepchnac grata i samemu wejsc. nie wiem kto to był..podobne sytuacje spotykały mnie potem czesto. ale dobrze, to nie koniec wrażeń:) jade pociagiem, zadowolony że hej i dzwoni Łoś mówiąc, że ma nadzieje, ze nie wsiadłem do pociagu bo jednak dziś nie jedziemy :D pieknie nie? smieje sie do słuchawki, łoś nie wie o co chodzi, a ludzie na mnie dziwnie patrza. postanowiłem dojechac do warszawy i pojechać potem osobowka do zyrardowa (tam był łoś i jacek, w chacie jacka) jade, jade i dojechałem do warszawy wschodniej. Pociag którym jechałem był do Gdanska i nie jechał przez warszawe centr. (ja oczywiście myślałem że jedzie przez centralna:) stoimy długo na wschodniej i w koncu zniecierpliwiony zaczynam wysiadac z pociagu bo pomyslałem sobie ze szybciej dojade na centralna na rowerze. wysiadam, wystawiam przednie koło roweru i słysze gwizdek ze odjazd. no to nic, mysle, dojade spokojnie na centralna:) a tu niespodziadka bo pociag jedzie w druga strone i nie dojechałem :D po 1,5 godzinie znalazłem sie w Nasielsku nie majac doń biletu i po raz kolejny nie wiedziałem co dalej. Grzesiek do którego wydzwaniałem sprawdził mi pociagi do Warszawy i pomogł bardzo. była juz 1 w nocy i byłem nieco zmeczony. W obu pociagach konduktorzy po usłyszeniu mojej historii i haśle "bośnia" mowili "pan jedzie dalej" Wróciłem do warszawy, była 3 rano a najblizszy do zyrardowa miałem o 5 z minutami. niechcac siedziec na dworcu tych dwoch godzin (bo bym usnał a pozatym miejscowi by mnie zaszlachtowali) postanowiłem zrobić nocna wycieczke krajoznawcza po warszawie na rowerze:) poznałem kilka ulic, byłem pod stadionem tysiaclecia. dodaje foty: ![]() ![]() przejeździłem jakos te dwie godziny (nawet jakos szło) i wsiadłem w upragniona osobowke do zyrardowa. na dworcu czekal łosiu, opowiedziałem mu w miare wszystko i poszedłem spać. Nastepnego dnia pojechalismy do warszawy żeby juz pojechać i w ogole. Musielismy przerezerwować bilety bo opózniło sie o dzien. powiem wam w skrocie ze to beznadzieja. nie przerezerwywujcie nigdy biletów...pkp. Nazajutrz rano jesteśmy w Piwnicznej zdroju, łoś i jacek rozegrali pierwsza partie w kości (ja tego nie czaje) Teraz chwile o kościach: Ich partie w kości trwały jakieś 1,5 do 2 godzin (ja przeliczałem to zawsze na kilometry których nie przejechałem, wychodziło jakieś 50,60km na partie) zazwyczaj rozgrywali jedną dziennie, raz były dwie. jedziemy jakos w strone granicy, stajac co 100metrów, za granica odrazu do sklepu, a 500m dalej znowu itp. no cóż, ja reprezentuje troche inna szkołe jeżdżenia. Jak jade na wyprawe na rowerze to chce jechać i nie zatrzymywać sie gdy nie musze. Pierwszego dnia jakoś jechałem z nimi. jestem raczej cierpliwy i wychodziłem z załozenia ze moge jechać ich tepem 15km/h ale chciałem zeby ciagle w miare mozliwosci poruszac się do przodu, a nie zatrzymywać co 15min. ![]() ![]() ![]() kilka fot z łosiem i jackiem plażowym:D ![]() (ale za to nie miałem butli gazowej i palnika wiec nie mogłem gotować) Uścisnąłem się z łosiem i jackiem (nie było miedzy nami niezgody) i pognałem w góry. Wszystko to miało miejsce w mieście Spiska nova wes. Za miastem był najciezszy odcinek w całej słowacji- jakieś 20km ciągłego stromego podjazdu a potem jeszcze jakies 12km tego samego. byłem dosyć wypoczęty i jeszcze tego samego dnia dojechałem pod same Wegry. Póki co chyba tyle. potem wiecej. włąściwie napisałem to żeby samego siebie zachecić do dalszych kroków. Wybaczcie że tak kiepsko. jestem dyslektykiem no i składniowo tez chyba leże. Bośnia 2007 część II ![]() No więc jechałem dalej sam(nie zaczynaj zdania od "no więc":) Fajne uczucie, trudno opisać. Właściwie nie wiesz gdzie spisz, sam sobie wyznaczasz zasady, sam od siebie wymagasz, sam o siebie dbasz(lub nie), wszystko sam i nikt nic za ciebie nie zrobi ani nie powie. To po jakimś czasie daje do myślenia i zmienia człowieka. Robisz sie bardziej zaradny, musisz w koncu. Myśle że człowiek w życiu codziennym mieszkajac w miescie czy gdzies z ludzmi bardzo zadko ma tak naprawde okazje zadecydować o czymś, zrobić coś zupełnie samotnie(bez wpływu otoczenia) czy być zdanym zupełnie na siebie. To mobilizuje, nie odrazu ale jednak. Dojechałem sam pod granice Wegierska, piłem Bazanta na wzgorzu i było mi bardzo dobrze z tym faktem. ![]() ![]() Nastepnego dnia chciałem dojechać do dużego wegierskiego miasta o nazwie Miskolc (ok. 80km dalej) gdzie wsiadłbym w pociag i w strone Chorwacji. Troche przeceniłem swoje siły i chciałem to zrobić zbyt szybko. Z nieba lał sie zar, ja właściwie prawie nic nie jadłem ani nie piłem z tego pośpiechu (chciałem zdazyć na jakis pociag do budapesztu albo odrazu to Pecs-miasta na południu wegier) dojechałem do Miskolca.. ledwo(bez przerwy jadac). Było tak gorąco ze dwa razy zsiadałem z roweru bo w głowie sie kręciło. cały napuchłem. właściwie nic nie piłem tego dnia- czasami gdy człowiek jest na zmeczony i na adrenalinie to nie czuje głodu ani pragnienia. Wegry to dla mnie dziwny kraj. Ludzie zapytani w banalny sposob na migi o prostą rzecz (w stylu: tu, czy tu pokazujac palcem na mapie) mówią zupełnie o czymś innym. zero porozumienia, tłumaczenie drogą na odwrót, szok kulturowy wielki, nie do obczajenia. W miastach (prawie) nikt nie mówi po angielsku a wręcz niektórzy wyglądają jakby byli z tego dumni. Na dworcach nikt nie mówi po angielsku(no w Budapeszcie tylko) W Miskolcu ponad godzine wypytywałem o dworzec (cholernie zniechecające jak 10osob pod rzad zupełnie nie rozumie w ogromnym miescie, zaczynałem udawać przed ludzmi jadący pociąg) w koncu jakies dzieci mi pokazały. Bilety ciezko kupić a na rower to juz bardzo, na wegrzech jezdza pociagi głównie intercity, w których nie można wozić rowerów. Zostają te zwykłe które kursują rzadko i zawsze są nabite po brzegi. Takim też pojechałem do Budapesztu. W pociagu spotkałem wegra który mówił dobrze po angielsku. Bardzo pomógł. Niestety nie pamietam jak miał na imie. ![]() wszyscy upychalismy sie w pociagu ktory jak przyjechał, był juz pełny ![]() ![]() autoportret pociągowy Pociag zawalony ludzmi do imentu, wszystkie włazy pootwierane. ludzie pala na korytarzu i przedziałach, nie tylko tyton był tam palony.W wegierskich pociagach nie ma zwyczaju zamykania drzwi, kilka razy mój rower mało nie wypadł i byłem zły. ludzie zupełnie tego nie rozumieli. co stacja musiałem robic rundke do drzwi i je zamykać. ![]() Budapeszt dw. główny W Budapeszcie okazało się, ze musze przejechać na inny dworzec i stamtad mam pociag do Pecs(z jedna przesiadka jeszcze) Byłem juz konkretnie wycienczony ale i nie zdajac sobie z tego sprawy zacząłem pedzic na ten dworzec gubiac droge jakies 4 razy. "Budapeszt jest wielki, ogromny wręcz i pełen przepychu. Nie ma miejsca dla roweru, żeby jechać trzeba mieć zaparcie i dobrą orientacje. Wszystko w ruchu. Zaczynasz mocniej naciskać na pedały i pędzić jak oni wszyscy, jest to wymuszone, czujesz to. Na pociąg zdążyłem znowu minute(a nawet mniej) przed. Jestem we własciwym czasie i miejscu, ciagle spotykajac ludzi jak anioły. Padam z nog ale jest pieknie" napisałem to chwile po zdazeniu na pociag. ![]() ciekawe miejsce. tydzien później gdy tedy przejezdzałem stało sie coś mocnego...ale o tym potem ![]() wagony rowerowe mają świetne ![]() W pociagu złapało mnie pragnienie i głod. Była 17 a na miejscu miałem być ok 23. Chciało mi sie pić do tego stopnia ze chodziłem po pociagu szukając jakiejś porzuconej wody(normalnie nie, wtedy to sie nie zastanawiałem). co znalazłem to wypijałem. rower miałem zepsuty i potrzebowałem na zaboj butli i palnika gazowego. Miła dziewczyna z pociagu dała mi adresy obydwu sklepów w Pecs. Dojechałem i wypiłem 3 litry wody w ciagu 20min. pojechałem spać w moim super namiocie w krzaki pod miastem. ![]() ![]() ![]() panowie w innym pociągu "Jutro czeka mnie Chorwacja i przeprawa przez tamtejsze góry. Dużo drogi ale Bośnia co raz blizej. Gdy tak jade i jade to widzę że w dziwny sposób wszystkie moje potrzeby są zaspokajane. Otoczenie samo daje najlepsze rozwiązania. Trzeba dac sie ponieść. Widać przekroje życ bardzo wielu różnych ludzi, wszystko jak ułozona mozaika. gdy sie jest w drodze to najwięcej widac w życu twoim i innych" Na rowerze jedzenie jest bardzo ważne. Jak nie zjesz to nie bedziesz miał siły i nie ma bata, nie pojedziesz. Widać to wyraznie po kilku dniach intensywnej jazdy, gdy organizm wykozysta juz swoje rezerwy. ![]() obiad Po obiedzie zacząłem pędzić śmiało prosto w strone Bośni. Zrobiłem jeszcze ze 70. Gdy się ściemniało pierwszy raz w życiu zapytałem ludzi czy moge rozłozyć namiot u nich.Było to spowodowane ogólną suszą. Dwa wielkie jeziora które mijałem chcąc sie wykąpać, były wyschnięte. Rzeki w wiekszosci też. przecież to góry! ![]() ![]() dno jeziora w którym miałem sie wykąpać Nad Bałkanami wisiał wyż sacharyski. Ludzie zaprosili do domu. Była to wesoła Chorwacka rodzinka z trojką dzieciaków. Ojciec rodziny -Marko, robi i lubi mocną śliwowice. Dzieciaki wesołe i ciekawskie. Bardzo mili ludzie. zrobiłem troche zdjęć ich 2letniej corki- Eleny. Mozna by długo o nich pisać. Moja ogólna sytuacja była taka, że kasa mi sie kończyła (przez tą cholerną butle i palnik) To że jechałem sam przyspozyło mi duzo wydatków. Od wesołej rodzinki do rainbow dzieliło mnie 200km. nastepnego dnia chciałem je przejechać. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() u rodziny Kolejna część niebawem. Jutro jade do warszawy oglądać chate w której mam mieszkać. Jeszcze troche przygód zostało. jak sa jakies błędy (a są na bank) to mówcie:P |