Link 15.10.2007 :: 21:01 Komentuj (7)

Bośnia część piąta i ostatnia.


Wylądowałem nadspodziewanie szybko na Węgrzech, chcąc przejechać je jak najszybciej pociągiem. Z granicy chorwacko-węgierskiej pojechałem pociągiem do Pecs i potem chciałem do Budapesztu. Pewne doświadczenie w jeżdżeniu pociągami już miałem, tak więc stanie z mapą i pokazywanie upragnionej trasy pani kasjerce było przećwiczone. Myślałem, że jakoś pójdzie. ale nie. kasjerki miały chyba zły dzien bo wszystkie na mnie krzyczały(nie chciały mi podać godzin odjazdów bo to wymaga ruszenia ręką). ja do nich po polsku a one po węgiersku. niezła szopka. w koncu bilet kupił mi jakis wegierski biznesmen(ok. 40 minut sie męczyłem, ciężka sprawa) o tyle o ile w drodze potrafi być ciężko to jednak nieprzychylność ze strony ludzi jest najtrudniejsza(psychicznie źle to znoszę). Wsiadłem w ten pociąg do Budapesztu (jeszcze z przesiadkami jakimis) był upał, w moim zbiorczym wagonie siedziało stadko wegierskich punków (młodsi tacy) wracali chyba z jakiegoś koncertu. całą drogę skandowali refreny wegierskich piosenek słuchając przy tym muzyki z telefonu komorkowego. starszy konduktor ktory siedzial w tym wagonie (oprocz mnie i  tych punków) zaciągnął koszule i pokazał ku uciesze młodzieży tatuaż z gandzią. śmiać mi sie chciało. potem poszedł do nich i gadali coś po węgiersku, popijając rozmaite trunki. potem ja dostałem strasznej sraczki. potem dojechaliśmy pod Budapeszt i miałem sie przesiadać (chociaz nie chciałem, bo wolałem przenocować pod Budapesztem a do miasta pojechać rano) Wysiadam z wagonu i ide w swoją stronę i nagle słysze "ej polak polak" odwracam sie i widze tego starszego konduktora z wytatuowaną gandzią który macha mi żebym wsiadł do pociągu do Budapesztu. generalnie wyglądało na to że facet zobaczył dokąd jadę i zatrzymał tamten pociąg specjalnie dla mnie. patrze na niego i mówie w kilku językach że "nie" że ja nie jade. Ale w sumie głupio tak, facet sie postarał, wszyscy ktorzy tam byli koło niego starali mi się wytłumaczyć zebym wsiadał. Popatrzyłem na ten pociąg z którego okien ludzie oglądali z zaciekawieniem całą tą scenke (głupio mi sie zrobiło) no i wsiadłem(widocznie tak miało być- pomyślałem) Jechałem do tego wielkiego miasta na koncu pociągu, powoli robiło się ciemno i pięknie. Czuć było lato i kojący chłód po kolejnym dniu upału. Dojeżdżając do miasta wzięło mnie na refleksje: "Myślę sobie co ja teraz zrobię w Budapeszcie:
-sam
-bez kasy prawie
-z rowerem zepsutym
-nie znając miasta w niedziele o 22
-głodny i zmęczony
- ze sraczką
-nie wiem.


***





w krzaki iśc spać nie chciałem, to sie mogło źle skończyć. miasto to miasto(w dodatku duze i pelne cyganow i bezdomnych) poszedłem w głąb pociągu poszukać ludzi wygladajacych na takich którzy mogli by mi dac adres jakiegos taniego hotelu. wybrałem jakies dwie dziewczyny i udało się(co prawda nie znały adresu ale wykonały kilka telefonów) miałem adres. zapytałem się taksówkarzy jak trafić na ową ulicę. trafiłem nie bez trudu i okazało sie że tego hotelu juz nie ma:) za to obok zobaczyłem jakiś inny(wyglądał na drogi, ale zapytac nie zaszkodzi) Pan w recepcji mówił nieźle po angielsku i powiedział że 50euro za noc:) pogadaliśmy jeszcze chwile, ja już miałem iść ale on zapytał skąd w ogóle jestem- ja mówie że z polski a on "no, to widzę że możemy mówić po polsku" kolejna niespodzianka:) Facet powiedział mi że jestem ok i załatwił mi nocleg innym hotelu za 20euro (stawki wynoszą 40-50za noc) Hotel był wypaśny a ja byłem zadowolony bo po raz kolejny po prostu się udało. Była juz ok 24, ja umyty i najedzony idę zobaczyć metro i na spacer po mieście. Metro zamknęli 5 minut przed moim przyjściem. szkoda. Po mieście włóczyłem się do 3 rano (nie wiem skąd miałem siłę)








Przespałem ze 3 godziny i poszedłem znowu do upragnionego metra (upragnionego bo tam kręcili Kontrolerów- film taki)







W metrze narobiłem zdjęć(potem wrzucę) potem wróciłem do hotelu i pojechałem na dworzec główny, żeby kupić bilet gdzieś w stronę Słowacji.
Jadę na ten dworzec i jadę, drogę znam(po tych wszyskich pogubieniach) jestem na moście i mijam jakąś japońską wycieczkę, obok wycieczki szla tyłem do mnie dwójka ludzi. Owa Para niczym nie różniła się od reszty ludzi, ale jakoś przykuła moją uwagę. Jadę i mijam ich, patrzę kątem oka i zobaczyłem jakiś znajomy detal (czapka) myślę sobie „hmm ja gdzieś widziałem tą czapkę” odwracam się raz jeszcze, patrzę a tu idzie Kama z Wilkiem  moi dobrzy znajomi z pielgrzymek hipisowskich i wielu innych wydarzeń. Zsiadłem z roweru i pobiegłem do nich krzycząc:D Okazało się że oni właśnie jechali na rainbow. Ogromnie się ucieszyłem na ich widok.









To było dziwne:)
Dojechałem na dworzec wsiadłem do pociągu od razu gdy go podstawiono, chwaląc przy tym wagony rowerowe- bo są naprawdę fajne. Chwilę po mnie przyjechała chmara kobiet z dziećmi w wieku 8-13lat na nowiutkich rowerach i w wielkim stresie zaczęły wkładać rowery do wagonów(do odjazdu 40 minut) Pomogłem im z tymi rowerami a one zaczęły dziękować mi po niemiecku wegiersku a potem po angielsku. Jechała z nimi tylko jedna dziewczyna która miała 16 lat(była zbuntowana przeciwko mamie) no i spędziłem z nią ze 7 godzin tocząc jałowe rozmowy(cała zgraja poszła do przedziałów a zostałem z rowerami żeby pilnować) Po prostu siadła obok i zaczęła gadać. Dostałem przy tym dużo wafelków, ciastek i innych specjałów. Gdy cała zgraja wysiadła gdzieś po drodze i zostałem sam.
Jechałem sobie podśpiewując aż tu nagle przyszło siedmiu rosłych cyganów. Stoją nade mną i coś mówią- generalnie było tak: chcieli kasy i zaczynali się lepić do mojego roweru. Nie miałbym szans bo byli naprawdę duzi. Zasłoniłem sobą rower(jakby co w tylnej kieszeni miałem nóż - gdyby chcieli aparat) Pokazałem im że nie mam kasy, tłumaczyłem po polsku :D Dałem im jakąś dwudniową wodę. Jakoś odpuszczali powoli, choć ciągle krzyczeli „forint, forint, euro, euro”. Niepokoiło mnie że taka wielka zasówa jest otwarta i w każdej chwili mogą mnie wyrzucić. Stałem i patrzyłem się na nich (myśleli że jestem słowakiem) W końcu zaczęli mi podawać ręce (na zgodę czy jak?) i zaczynają iść. Nagle jeden z nich (ten z najbardziej wredna morda) przyskoczył do mnie, uścisnął mnie i przyłożył mi ucho do serca- nie wiem o co chodziło, może to taki test czy się boje. Test chyba wyszedł pozytywnie(chyba że nic nie usłyszał bo pociąg był głośny)
Poszli.
A mi dopiero po chwili zmiękły nogi..

Dojechałem do granicy słowackiej, co napawało mnie szczęściem i radością. Ta, Węgry. W którejś z pobliskich wsi znalazłem dworzec kolejowy, wymieniłem forinty na korony (w jakiejś wiejskiej knajpie) i chciałem kupić bilety gdzieś w stronę polski. Pani na stacji była bardzo miła, taka dobrotliwa staruszka. Okazało się że brakuje mi 30koron (ok 4 zeta) i ona dołożyła mi ze swoich, dając jeszcze wodę mineralną.. Niestety okazało się że popełniła błąd sprzedając mi bilety. Miałem mieć dwie przesiadki czyli musiałem jechać trzema pociągami- bilet miałem na pierwszy i trzeci:) Dojeżdżając do miasta pierwszej przesiadki liczyłem na to że zdążę kupić bilet na środkowy pociąg(przerwy między obiema przesiadkami miały wynosić ok 5min w obu przypadkach) niestety mój pociąg był opóźniony 20min przez cyganów (którym właściwie wcześniej pomogłem się zapakować i bez tego by nie pojechali, biletów nie mieli i tak) Zrezygnowany wjeżdżam pociągiem do Koszyc na słowacji i słyszę jakiś komunikat na dworcu.






Okazuje się że ten mój pociąg który miał już dawno pojechać (bo ekspres) stoi na peronie i też jest opóźniony. Z uśmiechem biegłem wśród tłumu ludzi i szukałem bankomatu, był to szalony bieg (trzymałem rower:) bankomat znalazłem, bilet kupiłem, zgubiłem jednego sandała po drodze, wsiadłem do pociągu i odsapnąłem. W pociągu prowadziłem długie życiowe rozmowy z jednym starym kolejarzem, który pilnował wagonu rowerowego. Była piękna gwieździsta noc, dużo cennych myśli przyszło mi wtedy do głowy.






Na trzecią przesiadkę też miałem nie zdążyć ale jakimś cudem udało się. Było ze 20 minut opóźnienia a pociąg po prostu tam był, nie wnikam. W każdym razie byłem już bardzo zmęczony po poprzedniej nocy i tym szalonym dniu. Jechałem ledwo przytomny, niechcąc zasnąć, głodny i w ogóle. W którymś momencie podróży przez korytarz telepiącego się pociągu przeszedł mężczyzna z drewnianym kijem i wielkim plecakiem. Poruszał się w tak idealnie płynny sposób, że rozszerzyłem zaspane oczy i patrzyłem jak otumaniony. Wyglądało jakby powietrze i wszystko dookoła było mu podledłe. Popatrzył na mnie i na rower, uśmiechnął się, zapytał skąd jadę, po usłyszeniu odpowiedzi powiedział „dobrze, trzeba być odważnym” w całym nim było coś takiego kojącego i biło od niego takie swoiste dobro. Rozszerzając oczy zapytałem co ćwiczy skoro tak się rusza. Okazało się że kung-fu Wu-shu od kilkunastu lat.
I wysiadł.
To też było mocne. Był środek gwieździstej nocy, półpusty pociąg i góry.
Ot takie spotkanie.



Wysiadłem w miasteczku w którym bylem kilkanaście dni wcześniej z Łosiem i Jackiem. Byłem strasznie głodny, pojechałem do zamku nad miasteczkiem i po drodze znalazłem otwartą pizzerie(1 w nocy). Zjadłem margherite i wypiłem bazanta wsłuchując się w „Imagine” lennona które właśnie puszczali w radiu. Było mi dobrze. Dojechałem do zamku, skradając się bardzo długo przy domach i knajpach po drodze- jak idziesz spać na dziko to musisz zadbać żeby nikt o tym nie wiedział.





Nie wyspałem się po raz kolejny, bo chciałem do Polski na pociąg. Do granicy miałem 15km. Wstałem o 6, pognałem do granicy i na dworzec w Piwnicznej zdroju, po czym okazało się że pociąg jest o 20(jakoś około 20) Trochę zdegustowany, spędziłem dzień jedząc, leżąc na słońcu i odpoczywając. Mój rower miał tak krzywe tylne koło, że bardziej hamowało niż jechało. Około 2 godzin przed odjazdem pociągu zlokalizowałem skatepark i chłopaków na deskach. Podjechałem do nich na moim skołatanym rowerze, cały obdarty poprosiłem chłopaka o deskę. Generalnie chłopakom się spodobało jak jeżdżę(oni dopiero się uczyli) i te dwie godziny spędziłem miło, na pokazywaniu im różnych trików. Potem była kolejna nieprzespana noc. Polski pociąg który wspominam tak źle. Polska właśnie, Polska C, chamstwo, skurwiele co chodzą po 6 krzycząc i terroryzując ludzi. Co rusz zaglądali do mnie patrząc na rower. Tym razem podpasował im ktoś inny.
Miałem szczęście?

Rano dowlokłem się do domu i zapadłem w sen. Potem przez jakieś dwa tygodnie miałem problemy z zasypianiem (poziom adrenaliny podniósł się w czasie wyprawy, nawyki zostały- nadal chciałem spać z aparatem:) Potem się uspokoiłem i było dobrze, czułem się po tym wszystkim bogatszy. Po pielgrzymce pojechalem z Martą do Czech na stopa. Odwiedziliśmy Brno, Pragę i czeskie Rainbow- ale to już chyba na następne posty:)



Link 16.10.2007 :: 22:36 Komentuj (0)


Uwaga. teraz będę dodawał dużo zdjęć.







Link 17.10.2007 :: 19:50 Komentuj (3)
Metro Budapeszt.
Właściwie jest tam tak jak w Filmie.























Możliwe ze przesadziłem z obróbką.Od tygodnia zacząłem pracować na photoshopie i nowym monitorze. Nie złapałem jeszcze wyczucia.
Link 18.10.2007 :: 20:32 Komentuj (6)








analogowe. skan z odbitki
Link 19.10.2007 :: 16:21 Komentuj (3)
Reportaz subiektywny. Lubię.








Kiev
Skan 6x6.
Link 20.10.2007 :: 22:55 Komentuj (3)
Z przed tygodnia.







































Link 21.10.2007 :: 20:16 Komentuj (2)
Ola i jej kot.
takie chyba mało w moim stylu.









wygląda dziwnie, ale to wina skanu.
Link 23.10.2007 :: 16:27 Komentuj (8)
Marysia.















Link 24.10.2007 :: 22:59 Komentuj (1)
"Chłop z mazur"
Pan przyglądał się dużej liczbie hipisów i różnych takich.
Lubię oglądać starość pełną godności.



















Postaram się wrzucać codziennie takie różne.
Link 25.10.2007 :: 19:40 Komentuj (5)
Wędrowycz z mazur:)





















Dokopuję się do zdjęć z wakacji.
Ostatnio w ogóle mało robię, a jesli już to niczym innym od średniego formatu.
Link 29.10.2007 :: 17:34 Komentuj (5)
Praga. Z nocnego włóczenia się. Byliśmy tam jakies pół dnia i noc, którą prawie całą przechodziliśmy. Potem spanie na ławce, a rano pociąg w góry na rainbow.
Trzeba tam jeszcze pojechać.













Link 30.10.2007 :: 08:37 Komentuj (0)
mim.














Wiem że pierwsze jest płaskie a drugie byle jakie, ale jakos dodaje.
Link 30.10.2007 :: 20:46 Komentuj (7)
Tobiasz.
Chłopiec z Paragwaju.























Link 31.10.2007 :: 20:44 Komentuj (0)
Gabi.
Dziewczyna z metra.








będzie czterodniowa przerwa w dodawaniu zdjęć bo jadę z Martą do Lwowa:)


Wszelkie prawa zastrzeżone